Oman/Zjednoczone Emiraty Arabskie - czystość i otwartość

Grudzień 2016

Oman to państwo, które zawsze kojarzyło mi się z grą "państwa/miasta", bo było to jedyne państwo, które wpisywałam, gdy wybór padał na literę "O". Nie wiedziałam nawet, gdzie Oman leży, tym bardziej nie podejrzewałam, że ten tajemniczy kraj kiedykolwiek odwiedzę. Tymczasem, dla przebywających w Arabii Saudyjskiej, Oman to "must see", czyli obowiązkowy punkt na liście krajów do zaliczenia. 

Zjednoczone Emiraty Arabskie - wiadomo, kto nie chciałby obecnie zobaczyć Dubaju (nawet, jeśli się do tego nie przyzna) i tych wszystkich wspaniałości, z których metropolia słynie. Osobiście bardzo się cieszę, że odwiedziliśmy Dubaj, ponieważ mogliśmy go porównać z Arabią Saudyjską. Podsumuję krótko - bez porównania...

Stwierdziliśmy, że łączona wycieczka to bardzo dobry pomysł, bo kraje graniczą ze sobą, a 10 dni wystarczy na najważniejsze atrakcje. Dodatkowo mieliśmy ze sobą niezastąpioną pomoc w osobie mojej mamy. Wypoczynek był o wiele przyjemniejszy, wedle zasady - im więcej rąk do pomocy przy małych dzieciach, tym lepiej. Zwłaszcza, że nasz młodszy akurat zaczął samodzielnie chodzić. Zastanawiam się więc czy w ogóle mogę tu mówić o odpoczynku ;)

Oba kraje zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Oba są czyste (nie jest to takie oczywiste w krajach arabskich), zadbane, harmonijne (chodzi głównie o architekturę i infrastrukturę). Pewnie przy dłuższym pobycie zauważa się też drugą ich stronę, ale w porównaniu z Arabią czy Jordanią, czystość rzuca się od razu w oczy. I wreszcie oba kraje są otwarte - zarówno na turystów, jak i na inne kultury. Przykrywać głowę i ramiona trzeba jedynie w meczetach, reszta kraju - szczególnie w ZEA - to wolność w ubiorze i wyglądzie. Zakryta kobieca twarz zdarza się tam tak rzadko, jak na przykład w Rijadzie twarz odkryta. Jeśli więc ktokolwiek obawia się jechać do Dubaju, bo uważa, że jest to kraj konserwatywny, nic z tych rzeczy! Ja bym prędzej nazwała Dubaj mini-Ameryką, bo wszystko w nim jest wielkie, w rozmiarze XXL (zupełnie jak w Stanach), a spotkać tam można narodowości i języki z całego świata. 

Przedstawiam więc miejsca, które zwiedziliśmy:

OMAN

1. Maskat

Wielkie WOW! Muszę przyznać, że przejechałam przez Maskat z opadniętą szczęką, bo nie spodziewałam się takich widoków. Piękna architektura w połączeniu z majaczącymi w tle górami zachwyca malowniczym krajobrazem. Poniżej slideshow:

Do tego przepiękny resort Shangri-La Barr Al Jissah Resort & SPA. Zdecydowanie najpiękniejszy, w jakim byliśmy do tej pory. Kompleks ten położony jest w Zatoce Omańskiej i prowadzi do niego prywatny tunel wykuty w górach Al-Hadżar. Pokoje urządzone są w arabskim stylu i dysponują tarasem, balkonem lub patio. Nasze tarasy wychodziły na Morze Arabskie:

Na pierwszym planie "leniwa rzeka" resortu, w oddali Morze Arabskie. 

Na pierwszym planie "leniwa rzeka" resortu, w oddali Morze Arabskie. 

Shangri-La oferuje atrakcje zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Na jego terenie znajdują się 3 hotele, z których każdy przeznaczony jest dla innych gości: Al Hussn - dla par (często są to nowożeńcy), Al Bandar - dla rodzin z dziećmi powyżej 12 lat oraz Al Waha - dla rodzin z dziećmi poniżej 12 lat. My oczywiście mieliśmy pokoje w Al Waha. Dla dzieciaków jest to raj! Przez teren ośrodka przepływa sztuczna rzeczka o długości 500 metrów od hotelu Al Waha do hotelu Al Bandar. W rzece pływać można na wielkich dmuchanych kołach - ubaw na całego! Nie było dnia, żebyśmy nie skorzystali z kąpieli. Poza tym atrakcje dla dzieci zapewniają kluby Cool Zone (pokój zabaw, w którym animatorki zapewniają gry i zabawy) oraz Adventure Zone (plac zabaw pod dachem). Na prywatnej plaży można wypocząć, uprawiać sporty wodne, skorzystać z przejażdżki wielbłądem lub koniem. Nurkując jedynie z maską w okolicach samego brzegu zobaczyć można kolorową faunę Morza Arabskiego: wielobarwne ryby, żółwie, kraby...

Na terenie ośrodka znajduje się aż osiem restauracji, które serwują dania kuchni międzynarodowej. Codziennie rano na miejscu podawane jest przepyszne śniadanie w formie bufetu. Przez trzy dni objadaliśmy się jak bąki! Prawdę mówiąc, atrakcji w Shangri-La jest tyle, że nie trzeba w ogóle z niego wyjeżdżać (opcja dla leniwych ;)).

Wiem, że mój opis czyta się jak reklamę obiektu, ale bez jaj, miejsce jest magiczne - nocą i dniem. Jest idealnie zagospodarowane i wkomponowane w naturę. Poniżej dowód:

Wnętrze hotelu Al Waha (slideshow):

Restauracja w hotelu Al Waha (slideshow):

Plaża, baseny, "leniwa rzeka" i inne atrakcje... (slideshow):

Tutaj resort nocą (slideshow):

Sami przyznacie, że miejsce jest piękne. Pierwszego dnia, czas nam tak zleciał, że nawet się nie ruszyliśmy za bramy resortu. Następnego dnia w głównym holu hotelu czekała na nas taka niespodzianka:

Dzieciaki nie mogły się napatrzeć na ogromną choinkę.

Dzieciaki nie mogły się napatrzeć na ogromną choinkę.

Takie figurki witały na wejściu gości hotelowych.

Takie figurki witały na wejściu gości hotelowych.

Dekoracje były prześliczne (slideshow):

No tak, w końcu zbliżały się święta...

Wybraliśmy się do największego i najsłynniejszego w Maskacie Wielkiego Meczetu Sułtana Kabusa (Sultan Qaboos Grand Mosque). Możliwość zobaczenia od wewnątrz tak dużego meczetu cieszyła nas tym bardziej, bo zarówno ten w Mekce jak i w Medynie nie jest dostępny dla wyznawców innych religii niż islam.

Meczet w Maskacie to największa w Omanie i trzecia co do wielkości budowla tego typu na świecie. Główna sala modlitewna zadziwia przepychem. Znajduje się w niej perski dywan tkany przez 600 kobiet na przestrzeni czterech lat, a główny żyrandol o średnicy ośmiu metrów zdobiony jest kryształami Swarovskiego. Mury meczetu pokrywają roślinne wzory, figury geometryczne i wersety z Koranu. Dla zwiedzających miejsce otwarte jest jedynie w godzinach porannych (od 8 do 11), oczywiście kobiety muszą mieć zakryte włosy i luźne ubranie, a mężczyźni długie spodnie i zakryte ramiona (ta zasada obowiązuje we wszystkich meczetach). Poniżej slideshow (zdjęcia o zmierzchu udało mi się zrobić z auta, w dzień przylotu do Maskatu):

Widoczni w tle mężczyzna i chłopiec ubrani są w tradycyjny strój omański: biała szata - galabija oraz okrągła haftowana czapeczka - kumma. 

Widoczni w tle mężczyzna i chłopiec ubrani są w tradycyjny strój omański: biała szata - galabija oraz okrągła haftowana czapeczka - kumma. 

DSC_7820.JPG

Tego samego dnia pojechaliśmy jeszcze na słynną promenadę w Maskacie (Corniche), która ciągnie się wzdłuż wybrzeża i zdecydowanie pobija promenadę w Dżuddzie. Widoki były przepiękne (slideshow):

Na targu Mutrah (Mutrah suq) przy promenadzie warto rozejrzeć się za pamiątkami. My kupiliśmy kadzidło, czyli frankincense (w dosłownym tłumaczeniu "prawdziwe kadzidło") - obowiązkowa pamiątka z Omanu. Jest to nic innego jak żywica uzyskiwana z drzew zwanych kadzidłowcami. Jest to to samo kadzidło, które palą w świątyniach duchowni na całym świecie. Olejek frankincense ma bogate właściwości lecznicze (ale musi to być ten prawdziwy, pochodzący z południowych terenów Omanu, gdzie klimat jest bardzo wymagający). Polecam bardzo ciekawy artykuł na ten temat: 

http://www.pyszne-zycie.pl/frankincense-prawdziwe-kadzidlo

Do kadzidła dorzuciliśmy oczywiście magnes na lodówkę. Gdyby nie fakt, że mieszkamy w Arabii Saudyjskiej, pewnie kupilibyśmy więcej pamiątek, ale na co dzień mamy do czynienia z kulturą arabską, więc większość rzeczy możemy kupić na suq'u w Dżuddzie. 

Poniżej zdjęcia z Mutrah i przylegających do niego uliczek (slideshow):

Na plakacie wizerunek obecnej glowy Omanu - Sułtan Kabus ibn Sa'id.

Na plakacie wizerunek obecnej glowy Omanu - Sułtan Kabus ibn Sa'id.

Tuż przed powrotem do resortu Tomek skoczył po miejscowe przysmaki:

Małe co nieco na lunch.

Małe co nieco na lunch.

2. Bimmah Sinkhole

Kolejnego dnia wybraliśmy się w totalnie odlotowe miejsce, zwane Bimmah Sinkhole, które znajduje się w parku Hawiyat Najm, dwie godziny jazdy samochodem od Shangri-La. Bardzo malownicza trasa otoczona górami (slideshow):

Bimmah to niezwykła forma geologiczna - potężne zagłębienie, w którym wytworzył się naturalny, owalny basen. Ma on podziemny odpływ, a zasilany jest wodą morską. Idealnie klarowna błękitno-zielona woda skłania do kąpieli w upalne dni. Miejsce jest świetnie zagospodarowane i... darmowe! (nie do pomyślenia na przykład w Jordanii, gdzie każdą najmniejszą atrakcję wykorzystuje się, żeby wyciągnąć kasę od turysty).

Pierwszy w basenie nogi zamoczył Bruno (oczywiście!). Jakież było nasze zdziwienie, gdy po chwili zaczął wołać: "Oj, oj, that tickles!" ("To łaskocze!"). Okazało się, że basen zamieszkują rybki garra rufa (ang. doctor fish, czyli "ryba doktor"), które usuwają martwy naskórek - te same, które stosuje się w niektórych salonach SPA, głównie w Azji. My spotkaliśmy się z nimi w Kambodży. Cóż, mieliśmy darmowy peeling :)

Jakże przyjemnie było zanurzyć się w tej krystalicznej wodzie. Mieliśmy to szczęście, że w tym samym czasie zjawiła się para turystów w towarzystwie Omańczyka. Gdyby nie oni, ominęłaby nas niezła atrakcja. Okazało się, że po drugiej stronie od brzegu wisi lina, po której można wspiąć się na półkę skalną i... skoczyć do basenu, z całkiem sporej wysokości. Mnie nie trzeba było długo namawiać. Super zabawa!

Bimmah Sinkhole (slideshow): 

3. Nizwa

Dwie kolejne noce spędziliśmy w miejscowowści Nizwa, położonej w górach, z której dojechać można na szczyt Jabal Shams (3000 m.n.p.m.) oraz zwiedzić miejscowy fort (Nizwa Fort). Zatrzymaliśmy się w hotelu Golden Tulip - nie oferował on już takich atrakcji, jak poprzedni, ale był całkiem przyjemny (slideshow):

Nizwa to miasteczko, które przez dziesiątki lat było ważnym ośrodkiem wyrobów ze srebra. Fort znajduje się przy Targu Zachodnim (As Suq Al Garb, West Suq), gdzie nabyć można wyroby włókiennicze, elegancką biżuterię, omańskie skrzynie, wyroby garncarskie. Handżary (tradycyjne sztylety omańskie) i większość biżuterii robiona jest na miejscu, w Nizwie. Sam fort jest bardzo ładnie odrestaurowany i jest dużą atrakcją, szczególnie dla dzieci. Bruno miał frajdę biegając w jego labiryntach i wspinając się po wąskich schodkach. Poniżej slideshow z fortu i okolic:

4. Jabal Shams (Góra Dżabal Szams)

Jest to najwyższy szczyt pasma Al-Hadżar. Jego wysokość wynosi 3075 m.n.p.m., ale samochodem dojechać można aż na płaskowyż sięgający 3009 m.n.p.m. Trasa jest stroma i długa - momentami miałam wrażenie, że samochód nie dawał rady na stromych podjazdach. Widoki piękne. Dla dzieci największą atrakcją były pasące się po drodze kozy, które spotkaliśmy podczas piknikowego postoju. Bez wątpienia osobniki te przyzwyczajone są do dokarmiania przez zatrzymujących się turystów, bo od razu wiedziały, za co się zabrać. Poniżej slideshow z naszej wyprawy w góry:

ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE

5. Dubaj

W Dubaju bez wątpienia rządzi mania wielkości. Hotele mają być najbardziej luksusowe, wieżowce jak najwyższe, jak turnieje sportowe, to tylko z udziałem gwiazd światowego formatu. Nie ma tutaj rzeczy niemożliwych, wszystko da się zrobić. Przy tym wszystkim wydaje się, że jest to miasto bez duszy. Warto jednak spojrzeć na Dubaj pod innym kątem - to z pewnością miasto kosmopolityczne, które jednak zachowało swój oryginalny, orientalny charakter. Nawoływania do modlitwy usłyszeć można, podobnie jak w Arabii, pięć razy dziennie (z tym wyjątkiem, że sklepy nie są zamykane), a meczety spotyka się na każdym kroku. Islam stale nadaje rytm miejscowemu życiu...

Tak się jeździ w Dubaju.

Tak się jeździ w Dubaju.

Z Maskatu do Dubaju przylecieliśmy samolotem - szybko i przyjemnie. Tym razem zatrzymaliśmy się w mieszkaniu wynajętym przez portal AirB&B - Rezydencje Shoreline, przy samym początku słynnego sztucznego archipelagu wysp, ukształtowanych w palmę - Palm Jumeirah (Palma Dżamira). Mieszkanie miało taras wychodzący na uroczą zatokę, a w oddali majaczył charakterystyczny żagiel, czyli siedmiogwiazdkowy hotel Burj Al-Arab (Burdż Al-Arab).

Widok z naszego tarasu o różnych porach dnia i nocy (slideshow):

Mieszkańcy apartamentowca mają wstęp na prywatny basen, plażę, plac zabaw, a od deptaka z restauracjami dzieli ich kilka kroków. Slideshow z naszych spacerów:

Kolejnego dnia wybraliśmy się do portu Marina (Dubai Marina). Jest to dystrykt w części Al Marsa, ze sztucznym kanałem i przystanią dla jachtów. Wzdłuż kanału ciągną się szerokie promenady, przy których znaleźć można najróżniejsze sklepy i restauracje, otoczone przez efektowne wieżowce. Deptak jest idealny do spacerów, jazdy rowerem, biegów. Nie zapomniano tu również o dzieciach, dla których po obu stronach zatoki znajdują się place zabaw. Miejsce na pewno warte zobaczenia, idealne na spacer, zwłaszcza w przyjemny, grudniowy dzień (slideshow):

Po porannym spacerze, gdzie Hugo mógł uciąć sobie drzemkę, wybraliśmy się po kolejne wrażenia do największego na świecie centrum handlowego - Dubai Mall, które graniczy z Burj Khalifa (Burdż Chalifa, czyli Wieża Chalifa) - najwyższym wieżowcem świata. Mieliśmy zamiar od razu wjechać na dostępne piętro widokowe Burdż Chalifa, ale bilety były już na ten dzień wysprzedane. Zostawiliśmy więc sobie tę atrakcję na następny poranek (bilety kupiliśmy online). Zakupy, słynne akwarium oraz tańcząca fontanna przy centrum wypełniły nam całe popołudnie. 

Dubai Mall dostarczył nam również wrażeń świątecznych. Wystawy sklepowe były pięknie udekorowane i spokojnie dorównywały amerykańskim (kolejny dowód, że jest to mini-Ameryka). Nie mogłam przejść obok obojętnie - poniżej slideshow:

W centrum znajduje się ponad 1200 sklepów, w tym butiki najdroższych i najbardziej znanych projektantów mody światowej (również Galeria Lafayette). Ciekawostką jest wewnętrzny suq - różniący się od typowego arabskiego bazaru - ekskluzywny i urządzony na styl orientalny.

Suq w Dubai Mall.

Suq w Dubai Mall.

Słynny wodospad ze skoczkami (Human Waterfalls).

Słynny wodospad ze skoczkami (Human Waterfalls).

Marzenia się spełniają... ;P

Marzenia się spełniają... ;P

Jego też, hihi ;)

Jego też, hihi ;)

Wybraliśmy się oczywiście do potężnego akwarium (Dubai Aquarium and Underwater Zoo), mającego pojemność około dziesięciu milionów litrów wody. Pływają w nim różnorodne gatunki egzotycznych ryb. Dużą atrakcją jest tunel wodny, otaczający przejście dla zwiedzających, dodatkowo można przepłynąć się łódką z przeźroczystym dnem oraz nurkować z butlą wewnątrz akwarium (wszystko zależy od rodzaju biletu). Oprócz ryb można zobaczyć tam inne gatunki zwierząt, na przykład nocne zwierzęta pustynne, krokodyle, itp. Poniżej kilka ujęć z akwarium (slideshow): 

Tego dnia trafiliśmy jeszcze na dodatkową atrakcję dla dzieci. Na przeciwko głównego wejścia skonstruowano tymczasową Kids' Village (Wioska Dziecięca), gdzie dzieciaki mogły za darmo zaprojektować własną koszulkę, albo zasadzić własnego kwiatka w pomalowanej przez siebie doniczce. Były duże makiety do malowania (na przykład w kształcie wielbłąda) i wata cukrowa, którą Bruno próbował pierwszy raz w życiu (kiedyś trzeba!)

Kolorowo i kreatywnie.

Kolorowo i kreatywnie.

Malowany wielbłąd, zamiast malowanego lisa.

Malowany wielbłąd, zamiast malowanego lisa.

Po "pracy" czas na nagrodę.

Po "pracy" czas na nagrodę.

Wieczorem obejrzeliśmy show tańczącej fontanny (The Dubai Fountain) u podnóża Burdż Chalify i wykończeni wróciliśmy do mieszkania. 

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od absolutnego "must do" w Dubaju, czyli wjazdu na sto dwudzieste czwarte piętro Burj Khalifa (555 m.). Na sam czubek świata! Poniżej charakterystyczna sylwetka wieżowca oraz krajobraz z tarasu widokowego "At the top" (slideshow):

Wieżowiec mierzy 828 metrów i ma 163 piętra.

Wieżowiec mierzy 828 metrów i ma 163 piętra.

Popołudnie spędziliśmy na plaży przy wynajętym mieszkaniu, a wieczorem mama zgodziła się, żeby zostać z chłopakami w domu, my zaś udaliśmy się do etiopskiej restauracji na romantyczną kolację we dwoje. Nie często nam się ostatnio zdarza... <3

Kolacja na totalnym luzie - rodziców małych dzieci długo nie trzeba przekonywać ;)

Kolacja na totalnym luzie - rodziców małych dzieci długo nie trzeba przekonywać ;)

6. Abu Dhabi

Ostatni dzień postanowiliśmy spędzić w Abu Dhabi, a dokładniej zobaczyć Wielki Meczet Szejka Zayeda (Sheik Zayed Mosque). Zdecydowanie miejsce warte wycieczki z Dubaju. Meczet jest przepiękny! Śnieżnobiała fasada odbijająca promienie słoneczne powoduje, że wrażenie wizualne jest jedyne w swoim rodzaju. Jest to największy meczet w Emiratach i ósmy co do wielkości na świecie. Został on wybudowany na zlecenie pierwszego prezydenta kraju - Zayed bin Sultan Al Nahayan, który niestety nie doczekał jego ukończenia (zmarł w 2004 roku, a budowę skończono w 2007 roku).

Budowla może pomieścić cztery tysiące wiernych. Materiały, jakich użyto do budowy i zdobień to: marmur, złoto, kamienie półszlachetne, ceramika i szkło kryształowe. W głównej sali modlitewnej znajduje się trzeci co do wielkości żyrandol na świecie, zdobiony kryształami Swarovskiego, o średnicy dziesięciu metrów. Również tam znaleźć można największy na świecie ręcznie tkany dywan ważący 35 ton.

Sami zobaczcie (slideshow):

W Abu Dhabi dużą atrakcją jest również luksusowy hotel Pałac Emiratów (Emirates Palace) oraz tor Formuły 1 (Yas Marina Circuit). Oba widzieliśmy z odległości, bo Hugo nie miał tego dnia zbyt dobrego humoru. Wróciliśmy do Dubaju po zwiedzeniu meczetu i przejażdżce wzdłuż wybrzeża. Podczas wycieczki z dziećmi czasami trzeba z czegoś zrezygnować, tak już jest. Najważniejsze, że meczet zaliczony.

Drugą część dnia spędziliśmy na jednej z publicznych plaż Dubaju - JBR Beach. Dubaj ma ich kilka, z czego JBR jest jedną z ładniejszych. Znajduje się ona tuż przy promenadzie The Walk, na której gwarne kawiarnie i restauracje zachęcają do odpoczynku. Ten ostatni wieczór cieszyliśmy się więc swobodą i luzem na plaży publicznej (czego niestety brakuje w Dżuddzie). Oto plaża JBR (slideshow):

Oczywiście obowiązkową atrakcją podczas wizyty w krajach arabskich jest wycieczka na pustynię i często noc na niej. Cóż, nam tych wrażeń na razie nie trzeba, pustynię mamy na co dzień...

Standardowo na koniec krótkie video z naszej wycieczki: