Wietnam/Kambodża - różnorodność krajobrazu i smaków

Powrót do przeszłości - odcinek nr 1

Wrzesień 2010

Trzytygodniowa wycieczka do Wietnamu i Kambodży była naszą pierwszą większą wycieczką, również pierwszą do Azji. Wcześniej, jako studenci, podróżowaliśmy trochę po Europie (Hiszpania, Luksemburg, Francja, Włochy, Anglia, Niemcy) oraz uczestniczyliśmy w niezapomnianym programie studenckim - Work&Travel w USA (wschodnie wybrzeże i Chicago). Zafascynowani kuchnią azjatycką (na tyle, na ile mogliśmy ją poznać w Polsce oraz innych krajach) marzyliśmy o podróży w te regiony. Padło na Wietnam, gdyż jednym z dobrych kumpli Tomka na studiach był Wietnamczyk, który początkowo planował wyjazd z nami. Niestety, plan się nie powiódł, jako że jego rodzice zjechali akurat na ten czas do Polski (tata jest dyplomatą). No nic, trzeba było zaplanować wyjazd we dwójkę. Pomógł nam, jak zresztą w każdej późniejszej wycieczce, przewodnik Lonely Planet. 

Plan podróży wyglądał następująco: Wietnam: Hanoi, Sapa, Hoi An, Delta Mekongu => Kambodża:  Phnom Penh, Siem Reap, Angkor Wat oraz nadmorskie Sihanoukville => Wietnam: Ho Chi Min, Zatoka Ha Long. Hoteli (a raczej hosteli) nie rezerwowaliśmy żadnych, jako że w tej części świata to hotele znajdują turystów, a dokładniej, tzw. “naganiacze”, którzy na każdym przystanku, lotnisku, stacji wyczekują z wydrukowanymi w dłoni ofertami. Mieliśmy za to zarezerwowane pociągi oraz loty wewnątrz krajów, ponieważ ich obłożenie jest duże, a chcieliśmy mieć pewność, że trafimy do wybranych miast. Na miejscu rezerwowaliśmy jedynie autobusy. Zamawiając wycieczki (Mekong i Ha Long) i pociąg do Sapy, skorzystaliśmy z pomocy biura Vietnam Impressive (http://www.vietnamimpressive.com), z którego usług byliśmy bardzo zadowoleni. 

Wycieczka dostarczyła nam niezapomnianych wrażeń, a dobre przygotowanie oszczędziło przykrych niespodzianek. Przeżywaliśmy ją tym bardziej, że mało brakowało, żebyśmy w ogóle nie wsiedli do samolotu w Warszawie! Samolot z Wrocławia, który miał nas dowieźć do Warszawy był odwołany, a na następny czekaliśmy 3 godziny (zapasu mieliśmy 4!) Niestety, nie był to lot łączony, więc nikt się nami nie przejął. Musieliśmy zdać się na łaskę LOT-u i cierpliwie czekać jako jedni z licznych na liście rezerwowej (pasażerowie z dwóch lotów). Staliśmy i błagali odprawiającego, żeby wziął nas jako pierwszych, bo stracimy wycieczkę naszych marzeń (no i spore pieniądze!) Na szczęście trafiliśmy na życzliwego i kompetentnego człowieka, który bardzo nam pomógł nadając nasze bagaże od razu do Hanoi. Samolot wystartował z Wrocławia 50 minut przed naszym lotem Warszawa - Hanoi. To chyba był najdłuższy lot w moim życiu! Do końca nie wiedzieliśmy czy zdążymy! Niewątpliwie bohaterką tej historii była moja siostra, która przyjechała na lotnisko, żeby pożyczyć mi mały plecak (przecież powinniśmy mieć spory zapas czasu!) Co prawda plecaka mi ostatecznie nie dała (i tak daleka byłam od myśli o nim), ale poinformowała kapitana naszego lotu o całym zajściu i dzięki niej wiedział on, że jesteśmy w drodze i przylecimy na ostatni dzwonek. Do ostatniego momentu tkwiła na lotnisku z małym dzieckiem na rękach i prosiła załogę, żeby poczekali. Byliśmy z nią na telefonie na chwilę przed wylotem z Wrocławia oraz zaraz po wylądowaniu w Warszawie! Gorąca linia! Ale przez 50 minut nie wiedzieliśmy, co się dzieje! Mogli przecież w każdej chwili wystartować! Na lotnisku w Warszawie biegliśmy jak szaleni, przeskoczyli kolejkę czekających do odprawy, krzycząc, że musimy, bo samolot nam odlatuje. Jakimś cudem nikt nas nie zatrzymał! Adrenalina na najwyższym poziomie! Kiedy stanęliśmy zasapani przy wejściu do “rękawa”, ciężko nam było wstrzymać łzy szczęścia. Przybiegliśmy 2 minuty przed planowanym odlotem, a zezwolili nam na wejście na pokład tylko dlatego, że moja siostra poinformowała o wszystkim wcześniej kierownika lotu, a bagaże nadane były do Hanoi… Szczęściarze!!! Wietnam i Kambodża czekały na nas z otwartymi rękami…

Wietnam zachwycił nas swoją różnorodnością. Można tam znaleźć krajobrazy wszelakiego rodzaju: począwszy od pól ryżowych i wzgórz, poprzez piękne piaszczyste plaże, nowoczesne metropolie i miasteczka z miejscowym folklorem, na wioskach na rzece Mekong skończywszy. Oczywiście jest to kraj mocno turystyczny i na każdym kroku można znaleźć biura turystyczne organizujące wycieczki, pełno jest “naganiaczy”, kierowców motorów, którzy wyczekują na każdym rogu z propozycją przejażdżki, krzycząc “motorbike?!”. Kilka dni musi minąć, żeby przyzwyczaić się do tego zgiełku i krzyków. I permanentnego odgłosu klaksonów! Miałam wrażenie, że czasami używają ich z przyzwyczajenia, bez konkretnego powodu. Klakson na przejściu, klakson przy wyprzedzaniu, klakson na zakręcie.

W Wietnamie i Kambodży trzeba się mieć na baczności, bo każdy czerpiący z turystów, próbuje wyssać z nich jak najwięcej. Nie ważne czy mieszkasz w ekskluzywnym resorcie, czy - jak my - jesteś backpacker’em (czyli podróżującym z plecakiem) i mieszkasz w hostelach czy guesthous'ach, ważne, że jesteś turystą. Turysta znaczy bogaty. Bogaty - “wycyckać”, takie jest ich rozumowanie. W razie braku cennika (czyli praktycznie zawsze), każdą zapłatę trzeba ustalać z góry. Szczególnie z taksówkarzami, rykszarzami, kierowcami tuk-tuków. My też mieliśmy jedną niemiłą sytuację z kierowcą tuk-tuka. Machnęliśmy ręką na ustalenie ceny i pojechaliśmy do Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng w Phnom Penh. Oczywiście cena, jaką sobie zaśpiewał, była wygórowana, więc zaczęliśmy z nim negocjować (po pewnym czasie człowiek już się orientuje, jaka powinna być cena za dany dystans). Chyba miał gorszy dzień, bo nie chciał za nic ustąpić. Doszło do gróźb - kierowca zaczął nas straszyć, że ma ludzi w stolicy i żebyśmy się strzegli. Myślę sobie: “Wszystko dla kilkunastu złotych?”. Tomek natomiast nie chciał ustąpić - dla zasady! Uratowali nas inni kierowcy tuk-tuków. Stanęli po naszej stronie i przyznali rację, że tamten chce od nas za dużo za przejechany kurs. Na szczęście ostatecznie zmiękł, wziął od nas należne i spokojnie oddaliliśmy się, wdzięczni naszym wybawcom. Cała scena trwała chyba z 20 minut! 

W tej części świata na uwagę bez wątpienia zasługuje jedzenie. Jakikolwiek posiłek byśmy nie zamówili, był przepyszny! Łączenie smaków, wykorzystanie azjatyckich warzyw, owoców i przypraw Wietnamczycy i Kambodżanie opanowali do perfekcji. Każdy posiłek był nowym doświadczeniem dla kubków smakowych. Warto również wspomnieć, że owoce morza są tam w cenie kurczaka, więc dla fanów “frutti di mare” jest to idealne miejsce.

Niestety, w krajach tych widać również szeroko pojęte ubóstwo, szczególnie w Kambodży - dotkniętej przez reżim Czerwonych Khmerów. Na ulicach jest pełno żebraków, kalek, bezdomnych dzieci, które proszą o pieniądze. Smutne jest to, że również sami turyści przyzwyczajają ich do żebrania. Widzieliśmy, jak jeden z turystów, z którym płynęliśmy tą samą łodzią po Mekongu, na każdym przystanku dosłownie rozdawał dzieciom pieniądze! Chciało się krzyknąć: “Nie o to chodzi!” “Nie pomagasz im w ten sposób!”. Przyjezdni więc uczą ich, że turysta to czysta kasa, czasami za nic! Kambodżańskie dzieci/sieroty często wolą więc żebrać niż pójść do szkoły, bo przecież w szkole nie dostaniesz pieniędzy, a na ulicy zawsze coś się zarobi. Podobne jest rozumowanie ich rodziców - wolą wysłać dziecko na ulicę, bo turysta zlituje się nad biednym dzieckiem i wspomoże dolarem…

Tyle z opisu, reszta info ze zdjęciami.

WIETNAM

1. Hanoi to mieszanka nowoczesności i tradycji. Przepiękne i niezwykle klimatyczne stare miasto, gdzie kolonializm miesza się z wpływami chińskimi. Znaleźć tam można wiele małych restauracyjek, hotelików, knajpek, które dodają mu wiele uroku. Ciekawe jest też jezioro Hoan Kiem (Jezioro Odzyskanego Miecza) w centrum stolicy, wokół którego zaobserwować można wiele młodych par podczas ich fotograficznej sesji ślubnej.

Ruchliwe uliczki Hanoi (slideshow):

Olbrzym wśród liliputów ;)

Olbrzym wśród liliputów ;)

Tak wygląda typowa wietnamska gar-kuchnia. Tutaj skusiliśmy się na nasz pierwszy posiłek (byliśmy baaaaardzo głodni!) Baliśmy się, że nie przeżyjemy kolejnego dnia - zwłaszcza że pani płukała talerze i pałeczki w garze obok, a poszczególne składniki nabierała własnymi palcami. Na szczęścia historia zakończyła się happy end'em.

Tak wygląda typowa wietnamska gar-kuchnia. Tutaj skusiliśmy się na nasz pierwszy posiłek (byliśmy baaaaardzo głodni!) Baliśmy się, że nie przeżyjemy kolejnego dnia - zwłaszcza że pani płukała talerze i pałeczki w garze obok, a poszczególne składniki nabierała własnymi palcami. Na szczęścia historia zakończyła się happy end'em.

Wspomniane jezioro w centrum Hanoi - bardzo popularne miejsce, gdzie organizuje się różnego rodzaju święta, punkt spotkań znajomych, rodzin, zakochanych.

Wspomniane jezioro w centrum Hanoi - bardzo popularne miejsce, gdzie organizuje się różnego rodzaju święta, punkt spotkań znajomych, rodzin, zakochanych.

Ślubna sesja zdjęciowa.

Ślubna sesja zdjęciowa.

2. Sapa to małe miasteczko położone w górach, różniące się znacznie od reszty Wietnamu. Zachwyca unikatową scenerią, a mianowicie tarasami ryżowymi (guesthouse, w którym mieszkaliśmy miał taras wychodzący właśnie na takie pola ryżowe - widok zapierający dech w piersiach), umiarkowanym klimatem oraz mniejszościami etnicznymi (np. plemię Hmongów), ubranymi w ich tradycyjne, barwne stroje. Często towarzyszą oni turystom w wycieczkach po okolicznych wioskach, proponując własne wyroby ręczne, na przykład torby, paski, biżuterię. Spotkać ich można również na pobliskim targu Bac Ha, gdzie warto pojechać aby zaobserwować miejscowy folklor.

Krajobraz Sapy (slideshow):

Ryżowe tarasy.

Ryżowe tarasy.

W drodze do wioski.

W drodze do wioski.

Kolorowi mieszkańcy Sapy (slideshow):

3. Hoi An to bardzo turystyczne miasteczko i jedno z najpiękniejszych w Wietnamie - nie bez powodu. Jego stare miasto wpisane zostało na listę Światowego Dziedzictwa, a wokół rozpościerają się piękne, piaszczyste plaże. To również tu zlecić można uszycie butów lub stroju na miarę, gdyż miasto słynie z krawców i szewców. Na każdym rogu znajdują się urocze restauracyjki, knajpki, bary. My zakochaliśmy się w knajpce o nazwie Bale Well, gdzie specjalnością są sajgonki skręcane przez samego klienta ze składników podanych przez kelnera. Super zabawa! (przynajmniej tak było w 2010 roku). Slideshow:

Jedziemy na plażę! Skuter można wypożyczyć w większości hoteli. Prawo jazdy niewymagane.

Jedziemy na plażę! Skuter można wypożyczyć w większości hoteli. Prawo jazdy niewymagane.

Podczas odpoczynku pod palmami proponowany jest prosto z drzewa kokos.

Podczas odpoczynku pod palmami proponowany jest prosto z drzewa kokos.

Rurka w kokos i ślurb! 

Rurka w kokos i ślurb! 

Będąc w Hoi An trafiliśmy akurat na pełnię księżyca, czyli okazję do świętowania w Wietnamie (tzw. Hoi An Full-Moon). Po ulicach w rytmach bębna kroczył kolorowy orszak, złożony głównie z dzieci.

Będąc w Hoi An trafiliśmy akurat na pełnię księżyca, czyli okazję do świętowania w Wietnamie (tzw. Hoi An Full-Moon). Po ulicach w rytmach bębna kroczył kolorowy orszak, złożony głównie z dzieci.

To również świetna okazja do przebieranek. 

To również świetna okazja do przebieranek. 

Sprzedawczyni małych lampioników - skradła moje serce (taki pewnie był zamiar...)

Sprzedawczyni małych lampioników - skradła moje serce (taki pewnie był zamiar...)

Wreszcie zdecydowaliśmy się na całodniową lekcję gotowania. Takie wycieczki oferowane są przez wiele restauracji w Wietnamie. Najpierw wizyta na bazarze, potem pichcenie. Ciekawe doświadczenie i niezły ubaw :) Slideshow:

Najtrudniejszy etap - skręcanie sajgonka.

Najtrudniejszy etap - skręcanie sajgonka.

3. Delta Mekongu to kolejny malowniczy i niezwykle fotogeniczny region. Płynąc rzeką zaobserwować można jak życie miejscowych ludzi ściśle jest z nią związane. Mieszkają na wodzie (domy najczęściej wybudowane są przy brzegu, na wysokich palach), handlują prosto z łodzi (tzw. "pływające bazary"), zdobywają pożywienie (zajmują się głównie rybołówstwem, a pod wieloma domami znajdują się klatki, w których hoduje się ryby). Całość robi wrażenie. My wybraliśmy się na trzydniową wycieczkę, która kończyła się wjazdem do Kambodży. Podczas podróży organizatorzy proponują różne atrakcje, na przykład: zwiedzanie wioski, hodowli ryb, warsztatów tkackich, sadu owocowego, obiad w punkcie postojowym, itp. Poniżej slideshow z Mekongu:

KAMBODŻA

4. Phnom Penh to tętniąca życiem, zatłoczona i nieuporządkowana stolica Kambodży. Główne jej atrakcje to Pałac Królewski oraz Srebrna Pagoda, świątynia Wat Phnom i wiele innych, liczne bazary (np. Phsar Tuol Tom Pong, czyli Rosyjski Market), Muzeum Narodowe, Muzeum Ludobójstwa S-21 (Tuol Sleng). Wszędzie dojechać można tuk-tukiem, czyli "motorową rikszą", ale trzeba pamiętać o wcześniejszym ustaleniu ceny (jak już wspominałam we wstępie). Przyznam szczerze, że nie mamy zbyt wielu fotek ze stolicy. Świątynie darowaliśmy sobie ze względu na Angkor, duże wrażenie zrobiło na nas Tuol Sleng (zdjęć nie mamy, bo nas zmroziło; jak taka masowa zbrodnia mogła się wydarzyć 40 lat temu?!), wielką przyjemność mieliśmy z targowania się na Rosyjskim Markecie. 

Poniżej kilka zdjęć (slideshow): nr 1 - w tle widoczna część kompleksu Pałacu Królewskiego, nr 2 - przy Muzeum Narodowym (w dzień, kiedy próbowaliśmy je zwiedzić muzeum było nieczynne), nr 3 - na słynnym rondzie z Pomnikiem Niepodległości, nr 4 - coś ładnego, charakterystycznego dla stylu, ale nie pamiętam co ;)

Jedna z pięknie zdobionych latarni na placu przy Pałacu Królewskim.

Jedna z pięknie zdobionych latarni na placu przy Pałacu Królewskim.

5. Siem Reap to miasteczko, które przede wszystkim stanowi bazę hotelową i gastronomiczną dla turystów zwiedzających kompleks świątyń Angkor. Można tu znaleźć cały wachlarz hoteli i pensjonatów, spróbować tradycyjnych potraw, obejrzeć kambodżańskie tańce. Całość nie zachwyca...

6. Angkor Wat, czyli wyczekiwany przez nas punkt kulminacyjny pobytu w Kambodży, to wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa kompleks kilkuset świątyń (400 kilometrów kwadratowych!), który między IX a XV wiekiem był stolicą Imperium Khmerskiego. Jest to jedna z najsłynniejszych i najciekawszych pod względem archeologicznym atrakcji świata.

Świątynie zwiedzać można na różne sposoby: tuk-tukiem, rowerem, motorem. My wybraliśmy rowery - całkiem przyzwoite (1$ za cały dzień, a przygoda na całego). Udało nam się zajrzeć do świątyń znajdujących się poza głównym szlakiem. W pewnym momencie złapał nas nawet monsun, ale dodało to jedynie uroku oglądanej świątyni. Cisza, odgłosy dochodzące z dżungli wdzierającej się powoli w mury świątyń, szum deszczu stworzyły niesamowity klimat. Zdecydowanie jedno z TOP widzianych przez nas do tej pory miejsc.

Poniżej slideshow z rowerowej wycieczki:

Niektóre ze świątyń niszczone są przez otaczającą je roślinność.

Niektóre ze świątyń niszczone są przez otaczającą je roślinność.

Atrakcje na głównym szlaku są w bardzo dobrym stanie.

Atrakcje na głównym szlaku są w bardzo dobrym stanie.

7. Sihanoukville to najbardziej popularny kurort nadmorski w Kambodży. Jeśli ktoś chce odpocząć w typowy dla tej części świata sposób, czyli w hamaku i z zimnym piwkiem, to jest właśnie idealne miejsce. Nie znajdziesz tam tzw. "rajskich plaż", ale w miarę ładne, idealne na wypoczynek, po tygodniu intensywnego zwiedzania. Najpiękniejsze plaże znajdują się w pewnej odległości od głównej części miasta i spokojnie można tam dojechać rowerem. Nam bardzo przypadła do gustu Otres Beach - spokój, kalmary i krewetki prosto z grilla w knajpce nad morzem, szum fal.......

Główna plaża. Trochę na niej tłoczno, dużo sprzedawców lokalnych wyrobów, np. plecionych bransoletek czy dzieci proszących o pieniądze. 

Główna plaża. Trochę na niej tłoczno, dużo sprzedawców lokalnych wyrobów, np. plecionych bransoletek czy dzieci proszących o pieniądze. 

Najbardziej popularne piwo w Kambodży ;)

Najbardziej popularne piwo w Kambodży ;)

Poniżej Otres Beach - zdecydowanie najładniejsza plaża w Sihanoukville (slideshow):

To właśnie w Sihanoukville po raz pierwszy nurkowaliśmy z butlą (akurat tutaj nie wymagali certyfikatu) i... złapaliśmy bakcyla (rok potem, w Tajlandii, zrobimy kurs PADI). Było to na pobliskiej wyspie - Koh Rong. Jak na pierwsze zejście pod wodę, całkiem ładne miejsce. 

Pierwsze koty za płoty... Z naszym niemieckim instruktorem.

Pierwsze koty za płoty... Z naszym niemieckim instruktorem.

WIETNAM

8. Ho Chi Min City, dawniej Sajgon, to typowa azjatycka metropolia z dawką folkloru. W Sajgonie byliśmy tylko jeden dzień i jakoś nie mieliśmy ochoty na zwiedzanie. Prawie cały dzień spędziliśmy na miejscowym bazarze (polubiliśmy targowanie! :)) 

Chaotyczne HCMC.

Chaotyczne HCMC.

9. Zatoka Ha Long, czyli Zatoka Opadających Smoków to idealne zakończenie naszej wyprawy (wypłynęliśmy z portu w Hanoi) - relaks i same przyjemności. Zatokę tworzą piętrzące się ponad taflę morza charakterystyczne wysepki (wapienne i łupkowe), rozsiane na powierzchni półtora tysiąca kilometrów kwadratowych, malujące niezwykle bajkowy krajobraz. Podczas dwudniowej wycieczki statkiem zwiedzaliśmy jaskinie, nurkowaliśmy, pływaliśmy na kajakach i objadaliśmy się owocami morza. Zaliczyliśmy nawet skoki z górnego pokładu do wody. Absolutny "must see" podróży po Wietnamie! (Nawet jeśli jest to miejsce mocno skomercjalizowane). Poniżej slideshow:

Warto dodać, że od listopada 2011 roku Ha Long znajduje się na liście siedmiu cudów natury.

Standardowo na koniec - migawki z wyprawy. Jakość bez szału (7 lat temu nie było jeszcze GoPro, lol), ale najważniejsze, że kluczowe momenty uwiecznione.