Matka-Arabka

Po uporaniu się z zakładką Nasze Podróże (jestem w miarę na bieżąco, gdyby nie liczyć wycieczki do USA z końca 2015 roku - całkiem wypadło mi z głowy!), ze strojem Krakowiaka (patrz Facebook funpage: https://www.facebook.com/ziarnkiempiasku/) oraz z paroma innymi sprawami, o których pisałam na facebook'u, zabieram się wreszcie do pisania o tym, co w świecie saudyjskim najciekawsze, czyli o codzienności. 

Ostatnio dużo czytam i rozmyślam na temat instutucji mamy. Oczywiście będąc matką dwóch urwisów nie mogę się nie zgodzić ze stwierdzeniami typu: "dla mamy dzień jest za krótki", "mama nie ma chwili wytchnienia", "kilkuminutowy samotny pobyt w toalecie to luksus", itp., itd. i zastanawiam się, co jest dla nas, mam, lepsze - bycie z maluchem 24 godziny na dobę i wiara, że pełne poświęcenie się wychowaniu dziecka przyniesie w przyszłości owoce, czy może jednak odpuszczenie i podzielenie się opieką z nianią/opiekunką/gosposią. I nie mam tutaj na myśli przebywania z dzieckiem do kilku godzin dziennie, kiedy mama jest w pracy. Mam na myśli dzielenie się obowiązkami przez cały dzień, przyjęcie pod dach kobiety, która będzie żyć z całą rodziną tak długo, jak będą tego potrzebować (najczęściej całe życie).... Jak my patrzymy na taką pomoc?

Każdego dnia wychodzę z moimi chłopakami na osiedlowe place zabaw. Kogo spotykam na placyku w takiej samej sytuacji w Polsce? Inne mamy, babcie, ojców i dziadków. Tak! Jasna sprawa! A kogo spotykam tutaj? Opiekunki (nazywane tutaj z angielskiego "maids"). Najczęściej są to Filipinki mieszkające z arabskimi rodzinami (w większości Saudyjskich rodzin posiadanie gosposi to standard, podobnie u rodzin Libańskich oraz Jordańskich). Wszystkie arabskojęzyczne dzieciaki wychodzą na dwór z opiekunkami. Rodziców nigdy z nimi nie ma... Wszyscy u nas na osiedlu wiedzą, jak wyglądają rodzice Huga i Bruna, za to ja znam może z dwie matki Arabki (z czego jedna z nich to nasza sąsiadka), o ojcach już nie wspomnę. 

I tak się czasami zastanawiam, jaki model wychowania jest lepszy. Matka-Polka bardzo często poświęca siebie całą, żeby zadbać o ognisko domowe, żeby sprostać powierzonej misji. Jesteśmy mamami, kucharkami, sprzątaczkami, przy tym wszystkim pozostając żonami. Nasz dzień jest tak wypełniony domowymi czynnościami, że często nie mamy chwili dla siebie, na przysłowiowy oddech. Gdzie w to wszystko upchnąć jeszcze manicure, pedicure, fryzjera, książkę, siłkę, spotkanie z przyjaciółką, hobby (już wiecie, dlaczego mam tak mało czasu na blog ;)). Już same nie wiemy czy to my gonimy dzień, czy to dzień goni nas. Łatwo przy takim trybie stracić cierpliwość, wpaść w złość.

Nie będę ukrywać, że spędzanie prawie całego dnia w domu z dwójką urwisów to nie lada wyzwanie i nie zawsze sielanka. Szczególnie jeśli nie ma możliwości wyjazdu chociaż na jeden dzień do dziadków lub pomocy z ich strony w ciągu tygodnia. A co jeśli dochodzi do tego fakt, że nie mogę wsiąść w auto i pobyć przez chwilę sama, z dala od tego wszystkiego. To naprawdę mocno daje się odczuć, zwłaszcza jeśli mieszka się daleko od kraju i tym samym daleko od rodziny. Nie ma chwili na odpoczynek...

A Matka-Arabka?

High life! Żyć, nie umierać! Stała opieka nad dzieckiem 24 godziny na dobę. Pomoc w kuchni, pomoc przy sprzątaniu. Jest z kim zostawić dziecko, można wyjść w każdej chwili na spotkanie, zakupy, do salonu kosmetycznego. Arabki naprawdę dbają o swoje zdrowie psychiczne. Na pierwszy rzut oka można sobie pomyśleć, że dzieci są wychowywane przez "mejdki", a rodziców mało w ich życiu. Pół dnia szkoła, drugie pół - opiekunka (no bo przecież dzieciaki całe popołudnie siedzą na placu zabaw, na basenie, albo biegają po compoundzie). Czy to jednak osłabia więź rodziców z dziećmi? Na początku pobytu odpowiedziałabym oburzona: "Pewnie!" Przecież matka ciągle zajęta jest sobą!  Teraz myślę, że posiadanie gosposi niekoniecznie wpływa na relacje dziecko-rodzice. Oczywiście to zależy od rodziny. Poznałam kilka Libanek i Jordanek, które mają gosposię, ale ich dzieci w żadnym stopniu nie były mniej do nich przywiązane. Maluchy trzymały się ich spódnicy, podobnie jak moi chłopcy mojej. 

Myślę, że tu chodzi o pewien balans. Sama łapię się na tym, że czasami mam ochotę powyrzucać moje dzieci za okno (choć darzę je miłością bezgraniczną!) O wiele lepiej byłoby, żeby w takim momencie zajął się nimi ktoś kogo znają i kogo darzą sympatią. Dla mojego własnego i ich bezpieczeństwa. Dla zdrowia psychicznego. Właśnie takiej roli spodziewałabym się po opiekunce moich dzieci. Pewnego dnia, jeszcze w Rijadzie, spytałam mojej koleżanki Libanki, co należy do obowiązków jej gosposi. Odpowiedź brzmiała następująco: sprzątanie, pranie, przygotowanie składników na obiad, sprzątanie po posiłku, opieka nad dziećmi - kiedy trzeba. Wyobrażacie sobie taką codzienną pomoc? Ile czasu można zaoszczędzić! Nie wspomnę już jak taka pomoc przydaje się w sytuacjach nagłych, chorobie jednego z dzieci. 

Dla nas niewyobrażalne jest czasami, żeby mieszkał z nami ktoś obcy. "Obca baba w domu?!" - tak komentujemy styl życia Arabów. Może i obca, ale tylko na początku. Z czasem gosposia staje się częścią rodziny - często zastępuje babcię, mamę, koleżankę, siostrę. Arabowie przyzwyczajeni są do takiej pomocy domowej. Wychowywani wraz z opiekunką, sami w swoich rodzinach powielają ten styl życia, dla nich posiadanie gosposi to standard, rzecz normalna, na którą trzeba przewidzieć miesięczny budżet. "Mejdki" bardzo często zabierane są z rodziną na wakacje, do restauracji, na imprezy. Częstym obrazkiem jest dziecko siedzące na kolanach opiekunki, w towarzystwie rodziców. 

Oczywiście nie uogólniam tutaj. Są Polki, które nie odzwierciedlają zachowania i stylu życia przysłowiowej Matki-Polki. Są również rodziny arabskie, które gosposi nie posiadają, a matki ogarniają cały dom, często z trójką lub czwórką dzieciaków. Gosposia pozostaje jednak cechą charakterystyczną kultury arabskiej, która korzysta z taniej siły roboczej napływającej z Filipin czy Afryki.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że korzyści z tej współpracy są obustronne...