Z Rijadu do Dżuddy

ZMIANY, idą zmiany…

Wypadłam z rytmu, przyznaję. Wypadłam z rytmu pisania i wpadłam w rytm przewijania i usypiania (warto dodać - nieregularny rytm ;)). Nawet nie wiem kiedy, minęły cztery miesiące w Polsce. Połowa dotychczasowego życia Huga! Cztery miesiące jakże inne od tych, spędzonych po jego urodzeniu w Rijadzie. Cztery miesiące spacerów, wycieczek samochodem (czyli ja kierowcą!), spotkań ze znajomymi…

Jakie były moje pierwsze wrażenia po przyjeździe do Polski?

Wierzcie lub nie, ale to, co mi się najbardziej rzuciło w oczy, to ilość patologii na polskich ulicach - zapijaczone, zmęczone życiem (i piciem!) twarze alkoholików, bezdomnych, ich nierzadko ordynarne zachowanie. A wraz z tym widokiem - poczucie strachu. O dzieci, siebie… Bardzo dziwne uczucie. Przecież przez półtora roku nagle “elementu” nie przybyło, nie namnożyli się. Już po tak krótkiej przerwie człowiek widzi skalę zjawiska. Wystarczy przez chwilę nie oglądać zataczających się z jednej krawędzi chodnika na drugą osobników pod wpływem (lub tych, którzy zataczać się już nie mają sił), żeby człowiek wymazał z pamięci tak spowszedniały przecież widok. 

Ja naprawdę na początku bałam się o dzieci! Przecież one tego nie znają! Bruno wpatrywał się w siedzącego na chodniku pijaczynę, jakby ducha zobaczył! Uświadomiłam sobie po raz kolejny, jakże inny od saudyjskiego jest to świat. I już teraz nie dziwię się, że czasami ten zachodni świat budzi w Saudyjczykach przerażenie i strach. Musiało minąć parę dni, żeby widok ten na nowo mi spowszedniał. To istnieje, lecz gdzieś obok… I już tak nie razi.

Druga sprawa - ZIELEŃ!!! Wszędzie i dużo! Soczyście zielona! Pierwsze dni minęły mi pod znakiem zachwytu nad listkiem, trawką, drzewkiem. Arabia jest tak beżowa, a zieleni jest tak mało, że polska flora wydaje się na początku niezwykle nasycona! Jak sztuczna! Jak malowana!  Właśnie dzięki pobytowi na beżowym lądzie zdałam sobie sprawę, jak również i ten widok nam powszednieje… A zachwycać się jest naprawdę czym, na co dzień się tego nie docenia :)

Poza tym cudnie było zobaczyć rodzinę i znajomych, nacieszyć się polskim jedzeniem i polską pogodą! Bruno zrobił niesamowite postępy jeśli chodzi o język polski (i o język w ogóle!), Hugo już siedzi :) Niby cztery miesiące, a takie ZMIANY!

A jeśli już o zmianach, to koniecznie muszę wspomnieć o jednej! Kto wie czy nie najważniejszej…

PRZEPROWADZAMY się! Niby niedaleko, ale wydaje się, że zmiana znacząca, bo warunki inne (czy lepsze? Chyba wszystko lepsze od Rijadu ;)). Przeprowadzamy się do Dżuddy (Jeddah) - saudyjskiego miasta nad Morzem Czerwonym, drugiego co do wielkości miasta w Arabii Saudyjskiej. Od początku wiedzieliśmy, że Dżudda różni się od Rijadu, bo każdy mówił, że w Dżuddzie jest mniej restrykcyjnie. Nasza sąsiadka Jordanka od razu nam powiedziała, że wśród Arabów istnieje porzekadło: “Jeddah is different” (“Dżudda jest inna”), które ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Na początku dość sceptycznie podchodziłam do tej przeprowadzki, bo jednak to ciągle Arabia Saudyjska, więc czym może się różnić jedno miasto od drugiego? Poza tym w Rijadzie po półtorarocznym pobycie wreszcie poczułam, że funkcjonujemy w miarę zorganizowanie. Mamy już swoje ulubione sklepy, miejsca, produkty, lekarzy, restauracje. No i znajomi… Naprawdę ciężko mi było głównie ze względu na nich. Z niektórymi mocno się zżyłam. Mam jedynie nadzieję, że będziemy ciągle utrzymywać z nimi kontakt. 

Kiedy w maju wyjeżdżałam z Rijadu do Polski, jeszcze nic nie było pewne (tak naprawdę, do samej przeprowadzki nie było). Wiadomo było, że Tomka chcą do siedziby firmy w Dżuddzie. Z tygodnia na tydzień detali przybywało i przeprowadzka nastąpiła 1. sierpnia. Jak półtora roku temu ja, tak teraz Tomek musiał wszystko zorganizować. O tyle łatwiej, że miał pakiet relokacyjny i firmę przeprowadzkową, a dystans Rijad - Dżudda można pokonać samochodem (niecałe 1000 km autostradą). Koty nie były więc w wielkim stresie, bo jechały autem i sam Tomek był o wiele spokojniejszy, bo trasę pokonał bez reszty rodzinki (co z pewnością wydłużyłoby czas). 

Do tej pory w Dżuddzie Tomek zdążył być dwa tygodnie (obecnie jest z nami w Polsce, a do Arabii wracamy całą rodzinką 2. września, czyli już jutro!). Mieszkać będziemy na dużym osiedlu zamkniętym, w 3-sypialnianym apartamencie. Compound bardzo mnie cieszy, bo dzieci będą miały rozrywki: baseny, boiska, place zabaw, jest sklep, restauracja, itp., czyli wszystko to, co na dużych osiedlach zamkniętych jest standardem (tzw. “miasto w mieście”). Poza tym w zasięgu ręki jest największe centrum handlowe Dżuddy - Red Sea Mall, do którego (UWAGA!) będę mogła iść na piechotę! Co za szczęście! Bez taksówek, bez użerania się, bez kolosalnych opłat za przejechane kilometry. Pięciominutowy spacerek i możliwość kupienia czegoś, bo “akurat zabrakło” będzie znowu możliwe. Tak mała rzecz, a cieszy…

Plusem w Dżuddzie jest również temperatura. W lecie jest o około 10 stopni Celsjusza mniej niż w Rijadzie. Mimo że jest dosyć wilgotno, lato wydaje się być bardziej znośne. Zwłaszcza, że na osiedlu nie trzeba zakładać abai, a baseny zapewniają wystarczające ochłodzenie.

Ehhh…, chłopaki rosną jak na drożdżach, dostarczają nam dużo radości i dużo zajęć (odkąd Bruno bawi się w Bolta, a Hugo chciałby mu jak najszybciej w tej zabawie towarzyszyć, nie nadążamy! ;)). Przed nimi dużo nowego…

Jak szybko zaaklimatyzujemy się w Dżuddzie? Czy zawrzemy równie udane znajomości? Czy będziemy tam szczęśliwi? 

Na te i wiele innych pytań z pewnością odpowiem już niedługo…

Na razie pozostaje nam trzymać kciuki i myśleć pozytywnie :)