Jarmark, czyli okazja na zakupy

Oczywistym jest, że kobiety, które przyjeżdżają do Arabii Saudyjskiej ze swoimi mężami nie zawsze pracują lub ich dzieci są już w wieku szkolnym i ich życie głównie kręci się wokół domu. Te, które nie przepadają za chodzeniem po centrach handlowych i nie lubią marnować czasu, zaczynają szukać innych zajęć. Najczęściej są to oczywiście robótki ręczne, gotowanie, malowanie i wszystko to, co można wyczarować własnymi rękami oraz z dostępnych produktów.

Usługi i wyroby ręczne proponowane są na stronach internetowych, a chętni do kupienia mogą zażyczyć sobie konkretnych wyrobów (na przykład tort na zamówienie). Takie biznesy kwitną wśród przyjezdnych.

Artyści (bo tak pozwolę sobie ich nazwać) od czasu do czasu mają możliwość pochwalenia się i sprzedania swoich wyrobów na jarmarkach (nie tylko świątecznych). Takie jarmarki organizowane są najczęściej w compoundach i uczestniczyć w nich mogą również ludzie z zewnątrz. 

Jarmarki to idealna okazja na zapoznanie się z ręcznymi wyrobami, spróbowanie jedzenia ze wszystkich stron świata, zakup pamiątek z Arabii oraz spędzenie czasu ze swoją rodziną w bardzo przyjemnej i radosnej atmosferze. Na jarmarkach proponowane są zabawy i gry dla dzieci, malowanie twarzy, sportowe rozgrywki, pokazy. Jednym słowem trochę rozrywki w mało rozrywkowym kraju ;)

Do tej pory trafialiśmy na raczej małe jarmarki, ale postanowiłam o nich napisać, bo ostatnio uczestniczyliśmy w naprawdę dużym i świetnie zorganizowanym. Ilość stoisk i proponowanych rozrywek zaskoczyły nas. Spacerując po uliczkach co trochę spotykaliśmy znajome twarze, co najlepiej świadczyło o rozgłosie i potrzebie takich wydarzeń. Nasz maluszek po początkowych szaleństwach zasnął głębokim snem, a Bruno tak się wyszalał, że po wyjściu z imprezy wystarczyło zapięcie pasów w aucie, żeby odpłynął w krainę snów...

Jarmarki reklamowane są na rijadzkich fanpage'ach, a plakaty wyglądają na przykład tak:

Poniżej zdjęcia z jarmarku w Al-Nakheel Village Compound:

Pisałam, że w Nakheel Village spotkaliśmy dużo znajomych (Rijad jest mały!). Byli to między innymi bliscy nam sąsiedzi z Jordanii - Dana i Kareem. Tutaj Dana ze swoją mamą, która przyjechała w odwiedziny. No i ja z mamusią :)

Pisałam, że w Nakheel Village spotkaliśmy dużo znajomych (Rijad jest mały!). Byli to między innymi bliscy nam sąsiedzi z Jordanii - Dana i Kareem. Tutaj Dana ze swoją mamą, która przyjechała w odwiedziny. No i ja z mamusią :)

Tomek, Bruno i Kareem 

Tomek, Bruno i Kareem 

 A tu już jarmark po zachodzie słońca:

Oczywiście nie wróciliśmy z pustymi rękami. Tato, koszulka jest dla Ciebie! ;)

Skusiliśmy się również na tajemnicze słodkości:

Po lewej "cheese cake" (czyli sernik na zimno) - okazał się słodkim biszkoptem posypanym... tartym żółtym serem. Smak inny, ale całkiem niezły. Zielony deser, to Buko Pandan - rodzaj filipińskiego puddingu robionego z kokosa ("buko") oraz tropikalnych liści "pandan", które są azjatyckim odpowiednikiem wanilii i nadają potrawom słodki smak. Znaczącym składnikiem jest również "gulaman", czyli rodzaj alg, z których robi się galaretkę. Już chyba wiadomo, skąd zielony kolor tego deseru :) Całkiem dobry, choć trochę mdły...

Po lewej "cheese cake" (czyli sernik na zimno) - okazał się słodkim biszkoptem posypanym... tartym żółtym serem. Smak inny, ale całkiem niezły. Zielony deser, to Buko Pandan - rodzaj filipińskiego puddingu robionego z kokosa ("buko") oraz tropikalnych liści "pandan", które są azjatyckim odpowiednikiem wanilii i nadają potrawom słodki smak. Znaczącym składnikiem jest również "gulaman", czyli rodzaj alg, z których robi się galaretkę. Już chyba wiadomo, skąd zielony kolor tego deseru :) Całkiem dobry, choć trochę mdły...