Pożegnanie lata...

Temperatura spada... Powoli, ale spada. Nadal jednak daleka jestem od stwierdzenia, że nadeszła jesień. Jesień, którą znam z Polski – złota, polska jesień...

Nie zmienia to faktu, że lato odchodzi. Pustynne, suche, upalne lato. Lato, które w Arabii Saudyjskiej – trzeba to powiedzieć – jest nie do zniesienia. Jakie są więc oznaki odchodzącego lata?

1.       Raz na jakiś czas w ciągu dnia wyłączamy klimatyzację.

2.       Na noc klima w salonie jest wyłączana a okno otwieramy, żeby się przewietrzyło.

3.    Na dwór wychodzimy już ok. 17:00, a nie o 20:00 (lub w ogóle!).

4.     Wyjście na dwór nie przypomina już wejścia do nagrzanego piekarnika.

5.    Jestem w stanie przejść od auta do centrum handlowego (lub do każdego innego budynku) bez mroczków przed oczami i przyspieszonego oddechu.

6.       Ww. trasę pokonuję spacerkiem, a nie z prędkością Strusia Pędziwiatra.

7.       Klima w aucie już nie chodzi na max.

8.       Niektórzy kierowcy jeżdżą już bez klimy, a jedynie z uchylonymi szybami.

9.       Tomek zaczął trenować na zewnątrz, a nie na bieżni w siłowni (oczywiście zaczyna wraz ze wschodem słońca).

10.   Przypomniałam sobie, że istnieje coś takiego, jak długie spodnie i długi rękaw.

11.   Woda w basenie jest chłodna i po wyjściu z niego doświadczyć można gęsiej skórki.

Obecnie temperatura w ciągu dnia to jakieś 38-39 stopni Celsjusza (w cieniu!). Nadal jesteśmy dalecy od cieszenia się przyjemnym i rześkim powietrzem na zewnątrz, ale przynajmniej da się żyć. Podobno z tygodnia na tydzień ma się robić chłodniej (lub raczej mniej gorąco).

Jakie było więc nasze pierwsze lato w Arabii Saudyjskiej? Powiem tak: Gdyby nie dwie wycieczki poza Arabię, zorganizowane w najgorętszych miesiącach, chybabym tutaj zwariowała i po miesiącu kupiła bilet do Polski na co najmniej 2 miesiące! Dzięki wyjazdom mogliśmy przewietrzyć mózgi, Bruno mógł się wyganiać do woli na świeżym powietrzu i wracaliśmy z energią na kolejny miesiąc. Nadal jeździłam z Brunem na playgrupy, choć czasami było to nie lada wyczynem. Tydzień urozmaicałam sobie spotkaniami z koleżankami i ich dzieciakami.

W takich warunkach życie towarzyskie bardzo się rozwija, bo każdy potrzebuje pogadać, pośmiać się, porobić coś wspólnie. Spotykaliśmy się więc ze znajomymi w domach i stało się to pewnego rodzaju rytuałem. W życiu nie nachodziłam się tyle po chałupach, co nachodzę się tutaj! (i nie przyjęłam tylu gości!). Nie ma wyjścia, trzeba sobie jakoś radzić, a jedynym sposobem na to są spotkania ze znajomymi w klimatyzowanych pomieszczeniach. Na szczęście powierzchnie mieszkań/domów ułatwiają sprawę, bo są one w stanie pomieścić sporą ilość gości. Już nie mówiąc o szkoleniu z kucharzenia dla każdej gospodyni! Praktycznie każde spotkanie, to małe przyjęcie, gdzie zaspokoić trzeba międzynarodowe podniebienia ;) Powtórzę się – naprawdę dobra szkoła dla każdej gospodyni. Ostatnio z koleżanką Polką z nudów ugotowałyśmy bigos! Był to pierwszy raz dla niej i dla mnie, więc pękałyśmy z dumy, gdy Tomek zjadł i poprosił o dokładkę.

Można śmiało powiedzieć, że w tym roku lato w Arabii Saudyjskiej kończy się wraz z pielgrzymką muzułmanów do Mekki, czyli tzw. Hajj, który przypadł na 23 września. Jest to jeden z pięciu filarów Islamu, który każdy mężczyzna – wyznwaca tej religii – ma obowiązek spełnić przynajmniej raz w ciągu swojego życia. Pielgrzymka w Mekce to największe na świecie coroczne zebranie ludzi w jednym miejscu. Pewnie każdemu przynajmniej obiło się o uszy, że co roku, poprzez stratowanie, ginie tam sporo osób. W tym roku liczba sięgnęła co najmniej 769 osób, najwięcej pielgrzymów zginęło w 1990 roku – 1492 osoby. Liczba nie zachęca... Poniżej relacja z tegorocznej pielgrzymki jednego z uczestników.

http://khaleejtimes.com/region/saudi-arabia/a-stampede-survivors-tale-i-was-pinned-down

Pielgrzymi przywdziewają specjalny, identyczny dla wszystkich strój, świadczący o równości przed obliczem Boga. Mężczyźni zakładają więc dwie białe szaty (wyglądają one trochę jak ręczniki): jedną, sięgającą za kolana, zawiązują wokół bioder, drugą przerzucają przez lewe ramię i wiążą z prawej strony. Kobiety ubrane są w białą abaję oraz hidżab (zdziwiłabym się, gdyby uznali inny strój za bardziej skromny). Przyjęcie tej skromnej postawy oraz duchowe oczyszczenie to Ihram (oprócz stroju, należy przestrzegać również pewnych zasad w zachowaniu). Ihram zaczyna obowiązywać pielgrzymów na około 10 km od Mekki, a miejsce przeznaczone do „przemiany” – zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej – to Miqat.

Hajj w tym roku przypadł na Dzień Niepodległości Królestwa Arabii Saudyjskiej. Normalnie święto to obchodzone jest dość hucznie z festiwalami, paradami, fajerwerkami. Tym razem jednak – ze względu na wypadek w Mekce oraz wojnę w Jemenie – uroczystości zostały odwołane. Równocześnie Hajj rozpoczął tzw. Eid, czyli dni wolne dla muzułmanów. Dosłownie Eid oznacza wakacje, a te następujące po pielgrzymce to czterodniowy Eid-Al-Adha, czyli okres upamiętniający poświęcenie, jakiego dokonał Abraham, składając swojego syna w ofierze na prośbę Boga.

Dla nas to kolejna zgaduj-zgadula, kiedy sklepy będą otwarte (oczywiście zdarzyło nam się zajechać do pustego centrum handlowego). Dla nich to kolejna okazja, żeby życzyć sobie Eid Mubarak („radosnych świąt”) i korzystać z wolnego. Z ciekawostek – w tym roku miłościwy król Salman przedłużył wolne dla organizacji rządowych oraz szkół o cały kolejny tydzień. Tym do dobrze! :D

Po raz pierwszy w życiu żegnam lato z takim entuzjazmem!