Sensacyjne wydarzenia w Arabii Saudyjskiej

Każdy z nas choć po części orientuje się, co się dzieje wokół nas, jakie wydarzenia są "na językach", czyta o nich lub komentuje na portalach społecznościowych. 

Sprawy, które ostatnio są na topie wśród ekspatów KSA (i nie tylko!) to:

1. Katastrofa w Mekce (dźwig przewrócił się na Wielki Meczet): oczywiście wśród Europejczyków zdanie jest takie, że to Allah skarcił Saudyjczyków za brak chęci przyjęcia syryjskich uchodźców (z przymrużeniem oka). Cóż, w Arabii wjaśnianie pewnych zdarzeń wygląda trochę inaczej. Otóż jeden z imam’ów (przywódców religijnych) przekonywał muzułmanów (większość pewnie w to uwierzyła), że Mekka to miejsce tak święte, że nawet dźwigi klękają do modlitwy! Jakiś komentarz?

2.  Uchodźcy w Europie: temat bliski każdemu z nas. Nie będę się tutaj wypowiadać, bo wielu już się w tej kwestii wypowiedziało. Po forach wewnętrznych krążą ironiczne obrazki mapy z państwami Półwyspu Arabskiego i liczbami odpowiadającymi ilości przyjętych przez nich uchodźców. Arabia Saudyjska, Katar, Emiraty Arabskie oraz Bahrajn ze swoim 0 nie przedstawiają się zbyt pozytywnie. Oczywiście Saudyjczycy grzmią na forach, że przecież ich królestwo przeznaczyło dużą sumę pieniędzy na pomoc Syryjczykom (podobno 700 milionów dolarów) i że przeznaczą pieniądze na meczety w Niemczech. Wszystko pięknie, ładnie,tylko czy naprawdę chodzi tutaj tylko o pieniądze i o pomoc na odległość???

Z ciekawostek, w „Arab news” wyczytać można, że od 2011 roku KSA przyjęło 2,5 miliona Syryjczyków (http://www.arabnews.com/featured/news/805236). Propaganda czy prawda? Ja osobiście mam jedną koleżankę Syryjkę, która do Arabii przyjechała w 2009 roku.

3. Saudyjski dyplomata oskarżony o gwałty na swoich służących: Saudyjski dyplomata pracujący w ambasadzie w New Delhi został oskarżony o organizowanie grupowych gwałtów na dwóch sprzątaczkach, które zatrudniał w swoim domu.

Najbardziej przerażające jest zachowanie saudyjskich władz i mediów, które od razu wystosowały oświadczenie, że to oszczerstwa i dyplomata jest niewinny. Dodatkowo władze hinduskie starają się uciszyć sprawę. Przecież w Arabii żyje 3 miliony Hindusów! Układy, układziki, ehhh...

Jak trafia do mnie taka informacja, to naprawdę przestaję wierzyć w dobrą stronę narodu saudyjskiego.

W „Arab news” można znaleźć idealny przykład jak łatwo manipuluje się taką informacją.

http://www.arabnews.com/featured/news/804241

Tymczasem, wiecie co jest sensacją w codziennej rutynie Saudyjki? Nie katastrofy budowlane, nie uchodźcy, nie polityka... 

W ostatni weekend po raz pierwszy od przyjazdu do KSA udało mi się spędzić samej w markecie prawie dwie godziny. Byłam w Danube – to taka nasza Alma, ale duża, jak Tesco. Zazwyczaj jeździmy w trójkę i zakupy robimy w tempie ekspresowym. Tym razem jednak Tomek wziął Bruna na plac zabaw, a ja miałam czas na spacer między regałami, poszukiwania brakujących mi produktów, przeglądanie saudyjskiego asortymentu. Z reguły mechaniczne zakupy zamieniły się w prawdziwą przyjemność.

Zakupy to ulubiona rozrywka Saudyjek, zastępująca spacery, siłownię, kino. Czasami większe "szczęściary", mają okazję trafić na prawdziwą marketową sensację...

Niczym rasowa Saudyjka ruszyłam więc z uśmiechem na poszukiwanie sklepowych skarbów. W pewnym momencie zatrzymałam się przy regale z tajskimi produktami. Tych właśnie szukałam szczególnie! Zanurzyłam się w różnego rodzaju pastach curry porównując składniki, ceny, gdy nagle... przeraźliwy, histeryczny, kobiecy głos wyrwał mnie z wizualnej degustacji! Kurna chata – myślę sobie – komuś naprawdę dzieje sie krzywda! Słyszę, że głos spośród regałów powtarza ciągle ten sam wyraz! Nadstawiłam uszy... "Robale?", "Rosole?" To imię! „Rosalyn!!!!” – dotarło do mnie wreszcie gdzieś w pobliżu „mojego” regału tajskiego.

Nagle przed oczami przemknęła mi spanikowana Saudyjka, a za nią jej gosposia z dwójką dzieci. I ciągłe jak echo: „Rosalyn, Rooosaaalyn!” No tak, wszystko jasne, jedna z pociech wybrała się na samotną wycieczkę po sklepie. No to gosposi się dostanie – przemknęło mi przez głowę. Saudyjka nadal histerycznie wykrzykiwała imię córki. Oczywiście, współczułam jej i rozumiałam zmartwienie, ale kobita zamiast się ogarnąć i zgłosić sprawę do obsługi, to biegała w popłochu po całym sklepie, a za nią cała gromadka! Wyglądało to jak scena z serialu brazylijskiego! Poza tym sklep był akurat zamknięty, bo trwała modlitwa, więc pewne było, że mała jest gdzieś w środku i nie ma szans żeby wyszła.

Nie minęło nawet 5 minut, gdy nagle widzę, jak po obu stronach ścieżki, na której stałam lecą „batmany” (wiecie, Saudyjki...). Wszystkie w tempie wyścigowym (kto by pomyślał...). Co znowu? – pomyślałam. Wychodzę już na główną uliczkę i patrzę zdumiona, jak saudyjskie kobiety formują się w grupki i komentują całe zdarzenie! W 5 minut przestrzeń owocowo-warzywna marketu zamieniła się w kipiący od plotek i relacji targ! Emocje sięgnęły zenitu! Ich poruszone twarze (albo raczej oczy) wyrażały podekscytowanie i zaangażowanie. Gestykulacja i podniesione głosy wskazywały na sprawę rangi państwowej. One żyły tym wydarzeniem! Chłonęły każdy szczegół przez następne 15 minut! 

Jak już mama znalazła swoją córkę radości i uśmiechom nie było końca! Przekazywały sobie nawzajem wesołą nowinę, jakby mała zaginęła na co najmniej kilka miesięcy! Oczywiście też się cieszyłam, że dziewczynka się znalazła, ale nie czułam potrzeby przegadania całej sytuacji i jak przypuszczam, przeżywania jej do końca dnia (albo nawet dłużej!). Owszem, przeżywałam, ale trochę z innego powodu niż reszta kobiet uczestniczących w zdarzeniu. Też relacjonowałam, opowiadałam wszystkim znajomym, czego byłam świadkiem. Głównym wątkiem nie było jednak zaginięcie dziewczynki... ;)

Warto pójść do hipermarketu – zawsze można trafić na prawdziwą sensację!