SALWA

Salwa - jeden z największych compoundów w Riyadh i jeden z najpiękniejszych (nie byłam we wszystkich, ale tak się tutaj utarło i myślę, że dużo w tym prawdy :-)). Mieliśmy okazję spędzić tam pierwszy dzień wiosny. Zaprosił nas jeden z naszych znajomych - Anglik, który uczy tutaj w szkole języka angielskiego i - co ciekawsze - ma żonę Polkę i dwójkę dzieci (na razie są jeszcze w Polsce, ale mają dojechać). Jeden z jego synków jest tylko troszkę starszy od Bruna, więc tym bardziej nie mogę się doczekać, jak mama z dzieciakami już tutaj będą :-) 

Dlaczego chcę poświęcić cały wpis właśnie Salwie? Bo mnie urzekło to miejsce i uważam, że jest to miejsce idealne dla rodzin z dziećmi i mimo, że jest to compound, to w ogóle nie czuć tej charakterystycznej atmosfery “zamknięcia”, bo Salwa jest przeogromna i posiada wszystko, czego dusza zapragnie - dla dzieci i dla rodziców, dla singli i dla rodzin. 

Alejki spacerowe, trochę lepsze niż mój "spacerniak" ;-)

Alejki spacerowe, trochę lepsze niż mój "spacerniak" ;-)

To tylko mała część compoundu

To tylko mała część compoundu

Właścicielem compoundu jest firma o profilu militarnym, która zatrudnia ogromną ilość osób, począwszy od pilotów, skończywszy na nauczycielach języków obcych. Jedynym minusem jest to, że miejsce to znajduje się dosyć daleko od centrum Riyadh i trzeba tam trochę jechać.

Warty opisania jest punkt kontrolny i stopień bezpieczeństwa w Salwie. Compound jest bardzo dobrze strzeżony i procedura wjazdu jest naprawdę długa. Najpierw Mark musiał poinformować strażników, że będzie miał gości i podać oczywiście nasze nazwiska. Przy pierwszej kontroli rzeczywiście musieliśmy podać nr domu i strażnik sprawdzał przez krótkofalówkę, czy mówimy prawdę. Następnie podjechaliśmy do kontroli pojazdu. Tomek musiał wysiąść, wylegitymować się (moją i Bruna iqamę też wzięli), odebrać numerek. Strażnicy sprawdzili auto pod maską, w bagażniku, podwozie za pomocą specjalnego lusterka i pojechaliśmy dalej. Musieliśmy zostawić auto na parkingu i poczekać na Marka w specjalnym pokoju dla gości. Tam ponownie wylegitymowaliśmy się i dostaliśmy karty z numerami identyfikacyjnymi. Ponieważ Salwa jest ogromna, Mark musiał podjechać po nas specjalnie podstawionym busem. 

Wjazd na compound

Wjazd na compound

Pan kierowca zatrzymał się przed restauracją z basenem i udaliśmy się na obiad. Bardzo elegancko i pysznie! Jedzenie było naprawdę wyśmienite, Bruno jadł swój pomidorowy makaron aż mu się uszy trzęsły ;-). Desery w porcji XXL rozłożyły nas na łopatki (pisałam już wcześniej, że Saudowie dużo czerpią z Ameryki - porcje jedzenia również są amerykańskie!). Restauracja, w której byliśmy nie jest jedyną w compoundzie. Jest jeszcze jedna, bardziej lunch’owa. Po takiej wyżerce musieliśmy się poruszać.

No więc co? No więc kręgle! Zabawa była przednia, a szczęśliwy Bruno biegał w tę i z powrotem, bijąc brawo po każdej rundzie ;-) W hali z kręglami można było też skorzystać z sali do squash’a czy siłowni, ale największą moją uwagę przykuł pokój “Teenage room” (“pokój dla nastolatków”), gdzie były różnego rodzaju rozrywki, a ze środka dobiegała głośna, rockowa muzyka - co w Arabii jest niespotykane (mówię Wam, dzieciaki nie mogą się tam nudzić!) 

Po kręglach pora na kawkę. Gdzie? Ano w kafejce Costa :-) Porozmawialiśmy (na zmianę z Tomkiem, bo Bruno jak już zaczął biegać, tak się nie mógł zatrzymać - efekt braku snu w ciągu dnia ;-)). Na koniec udaliśmy się na kompleks basenowy, który wyglądał jak jeden z prospektów “wakacje all inclusive” (zresztą, cała Salwa tak właśnie wygląda). Bruna nie trzeba było długo zachęcać, żeby wskoczył do dziecięcego brodzika. Mimo tego, że pogoda nie była idealna, bo zaczęło się chmurzyć i lekko kropić, chłopaki pluskali się w trójkę, ja tymczasem uciekłam do supermarketu, żeby choć raz skorzystać z samotnych zakupów. Za wiele nie kupiłam, ale spacer między alejkami sklepowymi bez dziecięcego wózka sprawił mi wieeeelką przyjemność! ;-). 

Zielono i przyjemnie... A w tle Costa

Zielono i przyjemnie... A w tle Costa

Kompleks basenów - jeden z kilku w Salwie

Kompleks basenów - jeden z kilku w Salwie

Wygląda jakby było chłodno, ale... nie było ;-)

Wygląda jakby było chłodno, ale... nie było ;-)

Gdy wyszłam ze sklepu, spotkała mnie miła niespodzianka - rozpadało się. Był to deszcz ciepły i przyjemny. Zmoczona ziemia dała charakterystyczny zapach wiosennego dnia w Polsce. Dobrze jest od czasu do czasu poczuć się jak w Polsce… :-)

Może też dlatego zdecydowałam, że chcę wspomnieć o Salwie :-)

W widocznym budynku mieści się supermarket

W widocznym budynku mieści się supermarket