Dogodzić kubkom smakowym

Masz dzisiaj ochotę na kolację? - dostałam smsa od męża. Pewnie! Szczególnie, że już dawno nie byliśmy! No i wreszcie spróbuję saudyjskich przysmaków! Od miesiąca jemy albo to, co ugotuję ja, albo barbecue w compoundzie. Z niecierpliwością czekałam na „ucztę” z lokalnymi specjałami!

Tomek specjalnie wybrał restaurację typowo saudyjską, bardzo popularną wśród Saudów. Nie do końca wiedzieliśmy, czego się spodziewać, jeśli chodzi o kolację z dzieckiem, ale wyjścia nie mieliśmy, musieliśmy wziąć Bruna ze sobą. Trudno, najwyżej będziemy za nim biegać na zmianę. Ale czy w ogóle nas wpuszczą z maluchem?

Z zewnątrz restauracja wyglądała pięknie! Mały, uroczy arabski pałacyk. W środku wystrój też typowo arabski (na końcu są zdjęcia!). Restauracja bardzo rozległa. Zaraz przy wejściu były miejsca na dywanach i poduchach poodgradzane twardszymi oparciami. Naokoło drzwi do prywatnych pokoi (po to, żeby kobiety mogły zdjąć abaje i swobodnie zjeść). Dalej stoliki zasłonięte kotarami. Całe rodziny mogły zjeść wspólny posiłek w przyjemnym i przystępnym miejscu. "Czy nas wpuszczą z maluchem!?" Lepszego miejsca, gdzie można zjeść z dzieckiem nie widziałam!

Dzieciaki biegały po całej restauracji ku autentycznej uciesze personelu. Taka atmosfera mogła wróżyć tylko pozytywne wrażenia. Bruno od razu wpadł w wir zabawy. Jak to często bywa, był jedynym “białym” dzieckiem, więc jak zwykle przykuwał uwagę wszystkich, co wyzwalało w nim jeszcze większą radość. Dostaliśmy prywatny pokój, mimo że w pewnym momencie wydawało nam się, że wszyscy czekający rezerwowali miejsce z wyprzedzeniem. Farciarze! Klimatyczny pokój, oczywiście z lokalnym wystrojem, zachęcał do zaspokojenia głodu i odpoczynku. Udało nam się złożyć zamówienie jeszcze przed wieczorną modlitwą, więc po chwili nasz pokój wypełnił się aromatycznymi zapachami arabskich potraw. Chyba przesadziłem - niewinnie stwierdził Tomek, patrząc na ilość potraw, które wystarczyłyby dla licznej arabskiej rodziny (z naciskiem na LICZNEJ ;-)). 

Nawet Bruno przysiadł razem z nami w pokoiku i przystąpił do uczty! Raz po raz wskazywał paluszkiem na inną potrawę życząc sobie podania jej do ust. To był najlepszy dowód na to, że wszystko było pyszne! Nażarliśmy się tak, że nie mogliśmy się potem ruszyć, ale uśmiechy nie znikały nam z twarzy :-) 

Najd Village! Na pewno tam wrócimy! :-)