Zakupy i modlitwa

Wydawałoby się, że zakupy i modlitwa nijak mają się do siebie. Nie w Arabii Saudyjskiej. Tutaj zakupy ściśle się z nią łączą, od niej zależą, wręcz się z nią przeplatają (dosłownie!)…

O tym, że muzułmanie modlą się pięć razy dziennie (teoretycznie!) większość z nas wie, ale o tym, że podczas każdej modlitwy wszystko jest pozamykane już nie każdy. Jedziesz na zakupy? Sprawdź, o której będzie modlitwa, bo możesz spędzić pod sklepem pół godziny. Serio! Nie ma wyjątków! Tutaj krąży nawet taki żarcik, że Saudowie są punktualni jedynie w przypadku jednego - modlitwy! Godzina na modlitwę wybija, bam! Drzwi zamknięte, kraty spuszczone! “Sorry Madame/Sir, it’s closed”. Nie ma zmiłuj się. 

Przerwa na modlitwę niekoniecznie oznacza dla muzułmanów… modlitwę. Najczęściej jest to przerwa na papierosa, odpoczynek, pogaduchy. To jak z naszym kościołem - idziesz do kościoła, ale pod kościół. No chyba że w pobliżu pojawi się akurat muttawa, czyli policja religijna, która w takich momentach “zagania” muzułmanów do meczetu lub pokoju modlitwy (w przypadku centrum handlowego). Odmówić nie można.

Modlitwy nie mają ustalonych godzin, zależą od ruchu Ziemi, czyli od wschodów i zachodów. Nie jesteś więc w stanie wiedzieć, kiedy dokładnie zacznie się przerwa. Chyba że masz… aplikację! Ściągasz na telefon “Muslim Pro” i jesteś uratowany, nie są w stanie Cię zaskoczyć. W dużych marketach opłaca się przyjechać na chwilę przed zamknięciem, bo jak już wejdziesz, to możesz zostać na czas modlitwy w środku i spokojnie zrobić zakupy. No, może nie wszędzie…

Sobota. Jedziemy do Ikei, bo brakuje nam jeszcze kilku rzeczy do domu. O 13:00 mamy barbecue u znajomego, więc akurat zdążymy. Wchodzimy do środka przed rozpoczęciem modlitwy - spryciarze! ;-) Ludzi w środku podobnie jak w polskiej Ikei - PEŁNO. Dużo rodzin. Podążamy przez całą Ikeę po wyznaczonej ścieżce, wózek powoli zapełnia się ku naszej uciesze - trochę się tego nazbierało. Super, akurat do kasy podejdziemy po modlitwie. 

Wjeżdżamy wózkiem w strefę magazynu i coś nam się przestaje podobać. Tłoczno - ludzi i wózków coraz więcej i więcej. Miny nam rzedną. Do kas jeszcze kawał drogi, a tu… wszystko stoi! Kolejka jak u nas za komuny. Coś jest nie tak - myślę. Okazuje się, że więcej takich jak my, którzy chcieli do kasy zaraz po skończeniu modlitwy. Dużo więcej… Bruno zaczyna marudzić i biegać jak szalony, bo zbliża się godzina jego drzemki, Tomek głodny warczy jak rozjuszony wilk. Ja staram się zatrzymać Bruna, uspokoić Tomka, choć sama w środku już się gotuję. Ktoś trąca mnie wózkiem, ktoś inny poprawia, bach, bach! FUCK! #$%^&%!!! Pchają się do przodu w nadziei, że zbliżą się do kasy, dziady jedne!

Większość z nich jednak stoi spokojnie. Niesamowite jak cierpliwe są przy tym wszystkim dzieci! Siedzą, stoją, rozmawiają, śpią - ciągle w jednym miejscu. Tylko Bruno nie może ustać tam, gdzie go postawię! No tak, on nie jest przyzwyczajony do tkwienia w 2-godzinnej kolejce i chyba się nie przyzwyczai, bo nagle słyszę Tomka: WYCHODZIMY! - syczy przez zaciśnięte zęby. Po półgodzinnym kwitnięciu w wężyku wymiękamy i wkurzeni na maksa (oj, użyłabym tu innych słów!) zostawiamy wózek tam, gdzie staliśmy i znikamy. Nie, nie, nie, to nie jest normalne! 

Głodni i wykończeni, z pustymi rękami wsiadamy do auta. Bruno zasypia po minucie. Ja i Tomek uspakajamy się dopiero po włożeniu do ust soczystego baraniego kebaba.

Nigdy więcej Ikei w weekend!

Ps. Podczas trwania modlitwy, głos dobiega z zewsząd umieszczonych głośników. Poniżej taki moment wychwycony podczas naszego spaceru w parku King Abdullah, a następnie audio z meczetu w Diplomatic Quarter.