Oczami mężczyzny - piłka nożna w Arabii Saudyjskiej

Sportem narodowym w Arabii Saudyjskiej jest piłka nożna. Wszyscy (mężczyźni!) uwielbiają premiership i są w stanie dyskutować o niej godzinami, z pamięci wymieniając składy drużyn i całą historię rozgrywek. Pozostają też wiernymi kibicami swoich lokalnych drużyn. W Arabii, w pierwszej lidze, jest ich czternaście. Rywalizują ze sobą o mistrzostwo oraz w pucharach w Królestwie i mistrzostwach Azji. Jako fan piłki nożnej, wraz z synem (który jeszcze nie wie, że w przyszłości również nim będzie), postanowiłem wybrać się na mecz lokalnej drużyny i sprawdzić, co czeka nas na stadionie w Rijadzie.

Na mecz Al Nassr chciałem się wybrać od dłuższego czasu. Gwiazdą drużyny jest Adrian Mierzejewski, wieloletni reprezentant Polski - mocny polski akcent. Nie miałem tylko zaczepienia z biletami, bo nie wiedziałem, jak i gdzie kupić. Słyszałem legendy, że na meczach zapełnia się cały stadion (70 tys. widzów) i bałem się, że trudno mi będzie je gdziekolwiek dostać. Zdarzyła się jednak fajna rzecz! W naszej ambasadzie, na spotkaniu mikołajkowym, pojawił się również Adrian. Tak więc uderzyłem do niego, pogadałem, zapytałem i okazało się, że nie ma problemu, żeby bilety załatwić! Co prawda po spotkaniu myślałem, że kurtuazyjnie obiecał (wiadomo jak jest...), ale nic z tych rzeczy! Okazał się skromny i pomocny. Pogadaliśmy kilka razy przez telefon i bilety czekały na mnie w Holiday Inn w dniu meczu!

Początkowo Adrian obiecał 3 bilety, ostatecznie było ich 6 (jak to Adrian przyznał: „Jakoś musiały im się skleić”). Skompletowanie ekipy nie było trudne - w pół godziny 6-osobowa grupa była gotowa na wyjazd. Tu nie trzeba długo szukać kibiców! Tak więc ja, Bruno, znajomy Piotr, mój szef Mark z Australii i dwóch kolegów Piotrka z Holandii i Sudanu. Międzynarodowy skład. 

Spóźniliśmy się trochę, bo dojazd okazał się cięższy niż przewidywaliśmy. Na wejściu miałem też rzeczy dla Bruna - butelkę z mlekiem i termos z ciepłą wodą. Niestety strażnicy byli nieubłagani - nie chcieli mnie wpuścić i kazali zostawić wszystko w przechowalni oddalonej od wejścia. Kolejna ciekawostka: kobiety nie mają prawa wstępu na mecz. Bruno ma dłuższe włosy, więc strażnicy sprawdzili mu uszy, czy przypadkiem nie ma kolczyków (że niby dziewczynka). Na szczęście 20-minutowe spóźnienie nie odbiło się na widowisku, bo pierwsza połowa nie zapowiadała wielkich emocji. Al Nassr grał z drużyną z Dżuddy (Jeddah), która o jedno oczko była przed nimi w tabeli. Po asekuracyjnej pierwszej połowie było 0:0. 

Po zajęciu miejsc na trybunie od razu wzbudziliśmy zainteresowanie. Widzów było około 30 tysięcy, z czego prawie połowa przyjechała z Dżuddy! Na początku widzowie zerkali na nas niepewnie, ale jak kibice Al Nassr zorientowali się, że kibicujemy ich drużynie, to coraz śmielej nam przyklaskiwali. Druga połowa to była już bomba. Akcja za akcją, dużo się działo. Bruno siedział na moich kolanach i co 5 minut wyskakiwał w górę z okrzykiem podziwu dla dobrze przeprowadzonej akcji. Poprzeczki, słupki, szybkie akcje lewą i prawą stroną - to było coś! Al Nassr grał bardzo dobrze, ale popełnił też dwa poważne błędy w obronie, które mogły skończyć się bramką.

Na bramki czekaliśmy do 70-tej minuty, Al Nassr się rozstrzelał. Na początku bomba zza pola karnego, pięć minut potem druga, a następnie trzecia w 86-tej minucie i piękne zwycięstwo. Bruno skakał z radości uniesiony emocjami kibiców na stadionie, którzy śpiewali, skandowali, machali szalikami i cieszyli się ze zwycięstwa. 

W czasie meczu pojawił się fotograf, dostaliśmy flagę i pozowaliśmy do całej serii fotek. Po meczu cały stadion śpiewał. Ludzie podchodzili do nas, śpiewali, cieszyli się, robili fotki z Brunem. W pewnym momencie wyszło na jaw, że jestem z Polski. Całkowity szał! Kolejki do zdjęcia z moim synem. Dostał flagę, dostał szalik... Wszyscy krzyczeli „Adrian, Adrian!”, potem „Lewandowski, Lewandowski!”. Mega pozytyw, zero chamstwa. Tylko Bruno na odchodne zapytał „Basketball?” i już przestałem wierzyć, że wie, gdzie jest ;)

Wszystkim się bardzo podobało. Moi znajomi byli niesamowicie zaskoczeni całą atmosferą, pięknym stadionem na 70 tys. widzów i niesamowitym zwycięstwem Al Nassr. Na pewno wrócimy!!!

Niestety tym razem na boisku zabrakło polskiego akcentu - Adrian Mierzejewski leczył kontuzję i nie zagrał w meczu. 

Tak się bawiliśmy:

Widok robił wrażenie!

Widok robił wrażenie!

Wykończony kibicowaniem ;)

Wykończony kibicowaniem ;)